Bez kategorii

…Magister psia mać!…

Mam już dość tego całego magistra! Mam dość nauki, która tylko się powtarza, a nawet jeśli jest czymś nowym to zdaje mi się zupełnie nie przydatna na przyszłości. A już szczególnie dość mam tego roku! Nic tylko wszystko się psuje, plany biorą w łeb, a ja tylko uważam by się nie rozsypać.

Wysłałam we wtorek maila do swojego promotora. Czas na oddanie pracy drastycznie się skrócił, mnie zaczęło boleć sumienie i dostałam nerwicy. Jak zawsze zostawiłam sobie całą pracę na ostatni moment, skrycie mając nadzieję, że jakimś cudem uda mi się ze wszystkim wyrobić przed sesją. Jednak czas dobiega końca, a ja wciąż w lesie. Dlatego też postanowiłam napisać tak dużo jak mogę i wysłać do Śliwusia na kontrolę z zapytaniem o pewien rozdział. Promotor odpisał mi jeszcze tej samej nocy, że jest trochę zajęty w Lublinie, ale jak znajdzie czas to przeczyta moją pracę. Lekko mnie to uspokoiło, szczególnie, że wiedziałam jaki jest zajęty.

Jednak stanowczo za wcześnie odetchnęłam…

Moja praca od tamtej chwili nie ruszyła nawet o zdanie do przodu. Dałam sobie trochę na wstrzymanie czekając każdej nocy na wieści od promotora. Gdzieś w głębi serca miałam nadzieję, że szybko przeczyta moją pracę, zwłaszcza że Ola ostatnio go oświeciła, że powinniśmy je oddać do końca maja. Jedyne co zrobiłam odnośnie mojej pracy to napisałam przy wielkiej pomocy Dużej Mi kwestionariusz wywiadu do badania. To była przepustka bym mogła jechać do KoChaSia. Przynajmniej w oczach mamy, bo ja najzwyklej w świecie tęskniłam za nim i musiałam go zobaczyć. Wypełnił mi ankietę, a ja poczułam spełniony obowiązek. Jak wróciłam do domu zabrałam jeszcze ankiety do Eli by wypełniła je z dziewczynami i mamą. Ponadto przed wyjazdem dałam też ankietę Tankowi, który wysłał ją koledze. Praca w pełni a ja mogłam cieszyć się piękną pogodą. Aż do sobotniego wieczoru kiedy szlag mnie trafił a moje serce poczuło adrenalinę.

Przed snem spojrzałam na pocztę. Nie spodziewałam się wiadomości od promotora skoro miał do soboty pracować bardzo intensywnie nad czymś innym. Nie mniej znalazłam od niego wiadomość. Trochę mi się rozpisał w niej. Na początek stwierdził, że styl pisania pracy jest bardzo dobry. Nie mniej stwierdził, że za dużo powołań jest na Internet, a przecież miesiąc temu do uczelni zamówił takie dobre książki o tematyce mojej pracy… A niby skąd ja miałam to wiedzieć?! Nikt takich informacji nikomu nie przekazuje! Bibliotek niby prowadzi jakieś tam spisy nowości, ale nie wiszą one przecież w żadnej gablocie, my nie dostajemy maili, wykładowcy nic nie mówią. Czyli, że niby mam biegać co tydzień czy dwa i sprawdzać co udało im się nowego ściągnąć do swojego księgozbioru?! Poza tym opracowania, z których korzystałam w sieci to strony specjalistyczne: psychologiczne, terapeutyczne i nieoficjalne strony prowadzone przez samych zainteresowanych tematem. I mnie osobiście wydaje się, że to są całkiem wiarygodne źródła informacji. W każdym razie łatwiej dostępne od grzebania się po grubych tomiszczach, w których okazuje się, że znajdę jedynie trzy-cztery zdania odnośnie mojej pracy. Mnie naprawdę nie potrzeba tych wszystkich fachowych określeń i pisania o wszystkim, mnie potrzebna jest tylko kwintesencja całości, a ją mam właśnie tutaj. Inną sprawą jest to, że teraz sobie przypomniał o mojej literaturze. A jak go na początku naszej współpracy pytałam o podesłanie mi czegoś do pracy to dostałam maila z prawie dwustoma pozycjami! I skąd ja mam wiedzieć, w których znajdę coś do tematu skoro wysłał mi wszystko co było związane z dzieckiem? No nic, nie denerwuję się, czytam dalej. Na koniec swojego wywodu napisał dokładnie co mam dopisać do drugiego rozdziału pracy. Żeby nie było za łatwo napisał tylko co mam dopisać i dlaczego, a miejsce w pracy muszę znaleźć sobie sama. Wiadomość się skończyła a mnie ciśnienie wciąż rosło. Zadałam mu pytanie, na które nie dostałam odpowiedzi! Nawet zająknięcia… Tylko o tych książkach zamiast internetu, małych poprawkach, kazał dopisać nazwiska i tytuły artykułów ze stron Internetowych.

Jeszcze w chwili wysyłania pracy do sprawdzenia miałam nadzieję, że przy dobrych wiatrach dam radę oddać pracę w terminie. Po tym mailu wiem już, że to niemożliwe. Będę musiała znowu do tego siadać jakby od początku, sięgać do książek które mam gdzieś zeskanowane (dzięki Dużej Mi), poszukać innych pozycji w okolicznych bibliotekach (bo z tej uczelnianej nie zamierzam korzystać!), dopisać to co wcześniej sobie założyłam i to, czego on sobie życzy. Do tego muszę przypilnować by ankiety do mnie wróciły w terminie, bym mogła je sobie swobodnie opracować.

No i żeby nie było za prosto zaraz zaczyna się sesja! No a jak… Jak się ma pieprzyć to po całości. Dla Bodara muszę skończyć ten film o rozmowie kwalifikacyjnej i przygotować z dziewczynami nową prezentację na 40 slajdów o chorobach psychicznych. We wtorek czeka mnie egzamin u rektora z dwóch rozdziałów po dwadzieścia parę stron każdy, do tego dla mnie nie zrozumiały w pełni. Do tego dochodzi jeszcze egzamin u dziekana z prawa, gdzie wcześniej muszę napisać odpowiedzi na swoje pytania. Zastrzelę się! I jeszcze ten prezent dla Lu, z którym nie mogę się obrobić od dłuższego czasu. Wszystko mi z rąk leci, nic nie wychodzi a moje lenistwo i zniechęcenie rośnie z dnia na dzień.

KoChaŚ twierdzi, że w pierwszej kolejności powinnam skupić się na sesji i przedmiotach końcowych. Jego zdaniem pracę mogę spokojnie bronić we wrześniu, ale sesję powinnam wcześniej zdać by nie mieć problemu. Coś w tym faktycznie jest. Gdyby tylko nie ten cały cyrk wokół magistra na samej uczelni! Szału można dostać! I mnie się to chyba udziela…

Wyobrażacie sobie by na uczelni nie było informacji o tym do kiedy należy oddać prace? Z tego, co dowiedzieliśmy się od promotora na początku drugiego semestru czy nawet wcześniej pojawiła się data końca maja. No i ok. Teraz zbliża się termin, a my z pracami w lesie więc biegamy po uczelni szukając jakiejś informacji co do tego w jakim czasie należy złożyć prace. I co? W żadnej gablocie ani słowa! W dziekanacie pani Alina powiedziała mi, że prace do końca maja, sierpnia. Ale co do sierpnia to mi już nie powiedziała, bo ona skończyła ze mną rozmowę. No to my zabraliśmy się za pisanie podań o przedłużenie czasu na składanie pracy do końca czerwca. Chociaż to by nas ratowało… Pani Alina jednak stwierdziła, że tego od nas nie przyjmie, bo nie ma na nich opinii promotora w sprawie zaawansowania pracy i czy rokujemy. Genialnie… A Śliwuś był akurat na wyjeździe i na ChATce będzie dopiero 5 czerwca… Magicznie. Nie mniej polazłam do dziekana (do którego defakto pisaliśmy to podanie) i zapytałam czy taki wpis jest konieczny. Stwierdził, że nie. Nosz… Nie mniej zainteresował się tematem i powiedział, że zobaczy co da się zrobić i mamy go łapać w tygodniu. W tygodniu się okazało, że zamiast z nami rozmawiał z panem Andrzejem z PSK i jemu wszystko powiedział. Wściekła, bo o tym fakcie powiedział nam dziekan na korytarzu, kiedy się zderzyliśmy musiałam szukać po Malinie numeru do PSK! Jakby dziekan nie mógł mi od razu powiedzieć tylko kombinuje… Od pana Andrzeja się dowiedziałam, że… dziekan nie wie co zrobić w obecnej sytuacji i musi się porozumieć z panią prodziekan. Nosz! I to niby ma być dziekan?

W międzyczasie ja wysłałam pracę do Śliwusia, a Ola zaczęła z nim pisać. I tym samym uświadomiła mu, że oddajemy prace do końca maja. Okazał się bardzo zdziwiony tym faktem, bo ponoć przekonany był, że oddajemy je dopiero po skończeniu sesji egzaminacyjnej. Rozmawiałam wtedy jeszcze z Maliną o tym, kiedy oni zdają prace do innych promotorów. Ponoć ona składa pracę do 3 lub 13 czerwca! I to z polecenia promotora, a nie uczelni. Chociaż to już trudno ustalić… I mnie szlag trafił! Nikt nie potrafi mi odpowiedzieć na nurtujące mnie pytanie, a co kogo pytam to ma inną wersję!

Nie mniej Elfikowi kazałam się jeszcze zapytać pana Jarka o wszystko. I oczywiście się zawiodłam, bo jakżeby inaczej. Mówisz jej co ma zrobić, bo tego od Ciebie oczekuje a potem i tak robi po swojemu. I jedyne czego się dowiedziałam to tego, co już dawno wiedziałam. Dobrze, że chociaż zostawiła podania na biurku dziekana. Jeden sukces… Teraz tylko czekamy, co nam na to odpisze i czy przedłuży czas składania prac… Oby, bo ja tu nie wytrzymam psychicznie. I to na własne życzenie sobie komplikuję wszystko… Czemu ja sobie to robię?

1384136_767865223246433_2113529199635057151_n

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s