Bez kategorii

…mgr Ayer…

‚Odpuścić jest łatwo, kiedy podjęło się decyzję. (…) Przyszłość jest pełna niezliczonych możliwości, które czekają tylko, by je wykorzystać. (…)’  – Erebos

Udało się? Tak… Udało się… UDAŁO SIĘ!

Z dniem dzisiejszym mogę sobie oficjalnie pisać, że mam tytuł magistra w kieszeni. Kiedy wyszłam z sali po ogłoszeniu wyników miałam zaciesz na pyszczku tak wielki, że nie mogłam uśmiechu odlepić z twarzy przez dobre dwie lub trzy godziny.

Wstałam o 8:00, bo oczywiście poprzedniego wieczoru całkiem zapomniałam by naszykować sobie jakieś ciuchy na ten ważny dzień jakim jest obrona. Wsadziłam głowę do szafki między swoje ciuchy i zaczęłam w niej grzebać. Udało mi się wyciągnąć trzy bluzki, sukienkę i spódnicę, które mogły się nadać. Przy pierwszej kombinacji ojciec pokręcił nosem, choć nie wydawała mi się najgorsza. Druga miała podobny efekt. Trzecia… Jak zobaczyłam samą siebie w lustrze stwierdziłam, że to jest najgorsze połączenie jakie mogłam zrobić i zostawiłam je dla siebie. Narzuciłam na siebie cokolwiek i powędrowałam robić śniadanie. Trochę czasu zajęło mi przygotowanie do wyjścia, opanowanie całej siebie i doprowadzenie tego do względnego porządku. Wychodząc z domu spojrzałam na kapsel z Tymbarka na dziś i zobaczyłam coś, co gdzieś w środku mnie tłukło się od dłuższego czasu:

Screenshot_2014-07-10-10-27-56Tak podbudowana poleciałam do Komorowa na WKD. Przez telefon Duża Mi powiedziała mi, że dziwnie na nią patrzą dziś ludzie. Nie bardzo wiedziałam o co chodzi. W końcu co może być niezwykłego w tym, że ktoś się elegancko ubrał? A jednak może… Kiedy czekałam na peronie na swój transport do stolicy ludzie patrzyli na mnie jakoś inaczej. Pełni ciekawości o co chodzi. Jakieś młode panny nawet z lekką pogardą w oczach. To się człowiek nie może nawet na galowo ubrać?! Jak facet jest w garniturze to jest wszystko ok, a dziewczyna w barwach czerni i bieli już wzbudza (poza sezonem egzaminów) dziwną sensację. Nie mniej w drodze do Warszawy wyciągnęłam sobie jeszcze z torby swoją kopię pracy i przeczytałam kilka rzeczy, których nie byłam pewna jeśli chodzi o dostępność w mojej pamięci.

Wysiadając z metra stwierdziłam, że na naszej obronie powinien być obecny Kwiatek. W końcu był naszym opiekunem roku, więc miło by było, gdyby był obecny chociaż na korytarzu. Śmiałam się nawet głośno, że zawsze możemy do niego zadzwonić i powiedzieć by się zjawił. Nie mniej zostało to tylko między mną a Dużą Mi. Na ChAT dotarłyśmy około 12:00. Zamiast spokojnie posiedzieć na dole przy stole (promotor bowiem napisał mi, że obrona jest na 13:00) ruszyłyśmy na górę pod salę, gdzie wydawało nam się, że odbędzie się obrona. Na szczycie schodów czekała na nas… Elfik! W pierwszej chwili myślałam, że ona przyjechała coś załatwiać w związku ze swoją pracą lub podyplomówką. Dopiero po chwili oświeciła nas, że chciała być z nami tego dnia, kopnąć nas w dupę na szczęście. Jest naprawdę kochana. Kiedy zostałyśmy same zrobiłyśmy sobie mały spacer po korytarzu i wtedy odkryłyśmy listę chętnych na dziś, która wisiała na drzwiach sali. I godzina różniła się od tego co powiedział promotor. Zgodnie z pismem nasza obrona miała być dopiero na godzinę 14:00, po ludziach broniących licencjatu. Super… No nic, zeszłyśmy sobie na sam dół. Przyjaciółka zaczęła objawiać początki zdenerwowania, które dopiero powoli zaczynało ocierać się i o moje nogi. Po chwili korytarzem przeszedł nie kto inny jak… Kwiatek! Duża Mi dostała swego rodzaju zacieszu, szturchając mnie, że dostałam czego chciałam. Faktycznie… Po chwili do szatni wkroczył Adrian. Wiedziałam niby od niego, że Śliwuś zaprosił go tego dnia na konsultację, ale nie sądziłam, że przyjedzie tak wcześnie. Poza chwilą, gdy razem z Elfikiem pojechali coś załatwić na mieście byli z nami do samego końca.

Idąc koło 13:00 pod salę wpadłyśmy na pana Jarka, który powiedział nam, że została nam zmieniona sala. No ok, nic się nie dzieje. Chociaż na widok wszystkich członków komisji nogi zaczynały odmawiać współpracy. Promotor i dziekan zachowali kamienne twarze kiedy wchodzili do sali, ale pani prodziekan uśmiechała się promiennie do każdego. Podniosło mnie to na duchu, ale tylko trochę. W pierwszej kolejności poszły dwie osoby, które pisały właśnie u niej pracę. Dopiero potem miała nastąpić zamiana i cała procedura miała ruszyć zgodnie z pismem wiszącym na drzwiach. Elfik zabawiała nas jak umiała, Adrian wciągał nas w rozmowy, a my nadal się denerwowałyśmy. Co prawda Duża Mi stała w jednym miejscu a ja chodziłam po korytarzu, ale czułyśmy się podobnie. Rosło we mnie napięcie i niepewność związana z bliska przyszłością. Dodatkowo brakowało mi KoChaSia. Już poprzedniego wieczoru powiedział mi, że mało prawdopodobne by się pojawił. Pogodziłam się z tym, choć mi go brakowało na miejscu. Nie byłam w końcu sama tego dnia. Kiedy tak chodziłam po korytarzu moją uwagę przykuła nowa osoba na korytarzu. Zatrzymałam się i stałam twarzą w twarz z roześmianym KoChaSiem. Moja mina musiała być nie z tej ziemi, bo wszyscy, którzy byli do mnie zwróceni przodem jakoś zamilkli. Przyjechał specjalnie dla mnie tego dnia.

‚(…) ale pomyślałem, że to jednak dla Ciebie ważne.’

Poczułam ciepło w sercu. Czułam ogromne wsparcie od wszystkich. Wiedziałam, że na pewno nie jestem sama, nikomu obojętna. Czekając na wejście Elfik weszła na fb, gdzie przeczytała mi posty od Marty (dobry duszek), którymi chciała mnie wesprzeć. Tyle ludzi życzyło mi wszystkiego dobrego tego dnia, w tej chwili. Stres powoli mijał. Niemal całkiem zapomniałyśmy o nim kiedy ktoś wpadł na pomysł zrobienia sesji zdjęciowej z tego dnia. Bawiliśmy się świetnie, co zresztą widać.

IMG_20140710_191056Krótko przed tym jak weszłyśmy do sali z Dużą Mi, Elfik musiała zmykać. Jednak zostawiła nam masę pozytywnej energii. Przydała się. Chłopcy zostali z nami aż do samego końca, dzielnie towarzysząc małym histeryczkom.

Pierwsza do sali weszła Duża Mi. Długo przed tym próbowałyśmy dojść do tego, czemu lista uczestników wyglądała tak a nie inaczej. Nazwiska nie były ustawione ani alfabetycznie ani numerami indeksów. Jedyne na co udało nam się wpaść, to to, że ustawili nas w kolejności składania prac do biblioteki. Zawsze coś. Kiedy drzwi się za nią zamknęły nie mogłam już wytrzymać. Ze stresu rozbolał mnie brzuch, nie mogłam ustać w miejscu a od chłopców starałam się trzymać możliwie daleko. Sama nie wiem czemu, musiałam chyba się sama oswoić z tym lękiem, który raptownie złapał mnie za ręce. Kiedy przyjaciółka wyszła z sali miałyśmy jeszcze chwilę by wymienić kilka zdań. Okazało się, że pod koniec jej odpowiedzi do sali wpadł trzmiel, którego dziekan zaczął gonić z indeksem pytanej. Roześmiałam się, ale za chwilę znowu spięłam. Teraz ja…

Weszłam do sali bez wywoływania nazwiska. Kiedy prodziekan otworzyła drzwi od razu mnie spostrzegła i gestem zaprosiła do sali. Nie bardzo wiedziałam czy mam im podać rękę, bo dziekan na mój widok wstał, a ja zgłupiałam. Prosił bym usiadła, bo on musi tylko poszukać mojej teczki. Usiadłam wciąż sparaliżowana, nie wiedząc czego się spodziewać. Zaczęła pani prodziekan. Zapytała mnie o kary i nagrody, o to jak one zmieniają się w życiu DDA. Później pytała mnie o to, czym jest kara i nagroda (prosiła o jakąś definicję), czym jest kara naturalna, jak ja się odnoszę do kar i kto jest twórcą tego określenia. Na ostatnie nie znałam odpowiedzi, więc szczerze się do tego przyznałam, co wywołało dziwnie wesoły uśmiech mojej rozmówczyni. Drugi w kolejce był mój promotor. Zapytał mnie o to czy istnieje jakaś zależność między socjologią a wychowaniem i jak to się ma do terapii. Powiedziałam jak to wygląda w przypadku osób, które brały udział w moich badaniach do pracy. Wydawał się zadowolony tym co i jak mówiłam. Ostatni był dziekan, który zapytał mnie o Bohatera. Chciał wiedzieć jak w życiu dorosłym zachowuje się dziecko, które w domu było właśnie Bohaterem. Jakie stanowiska zajmuje, czy go to satysfakcjonuje, jak to na niego wpływa, takie… Oczywiście na wstępie musiałam mu przypomnieć, że to nie jest takie proste, bo role zmieniają się w zależności od sytuacji w jakiej znajduje się dziecko i nikt nie pełni tylko jednej roli. Stwierdził, że to wie choć… miałam odmienne zdanie. Nie mniej powiedziałam co wiedziałam i mnie wypuścili.

Kiedy tylko wyszłam na korytarz czułam się dziwnie lekka. Stwierdziłam jednak głośno, że ja tam nie mam ochoty wracać, co wywołało śmiech wśród innych studentów. Pozostało mi czekać z innymi na wyniki. Kiedy już nas zawołali powiedzieli, że są z nas bardzo dumni, dostrzegają jak bardzo się zmieniliśmy i rozwinęliśmy przez ostatni czas. Zachwalali nam dalszą edukację i namawiali byśmy nie kończyli swojej kariery edukacyjnej na tym etapie tylko szli dalej. W końcu powiedzieli, że wszyscy zdaliśmy a oceny sobie sprawdzimy w dziekanacie. Ostatecznie jednak dziekan zmienił zdanie i wręczył nam indeksy od razu. Poza tym wszyscy członkowie komisji podeszli do każdego i uścisnęli mu dłonie. Kiedy doszła do nas (mnie i Dużej Mi) pani prodziekan nie mogła już wytrzymać i powiedziała, że możemy być spokojne, bo mamy piątki. Radocha jakich mało. Wyleciałam na korytarz do KoChaSia pokazać mu swój wpis w indeksie, który informował, że ma przed sobą magistra z piękną piątką za pracę i drugą za obronę. W tej chwili kiedy on przyglądał się całemu indeksowi razem z Dużą Mi poleciałyśmy po wpisy na naszych pracach dyplomowych. Będzie pamiątka jak znalazł. Kiedyś pokażę swoim dzieciom i mam nadzieję, że będą dumne z mamy. Tak samo jak ich tatuś 😉

Wracając z uczelni przyjaciółka obdzwoniła pół rodziny. Ja napisałam tylko smsa do kilku osób, zadzwoniłam do rodziców i poświęciłam uwagę chłopakowi. Wpadliśmy uczcić nasz ważny dzień do KFC. Usiedliśmy sobie na świeżym powietrzu wśród… stara wróbli i kilku gołębi. Kiedy tylko się zorientowały, że mamy jedzenie kręciły się w pobliżu. Zaczęłam dzielić się z nimi frytkami, za co oczywiście ten mój mnie pogonił. Bał się, że nie zostawią nas w spokoju jak będę je dokarmiać. Jednak były takie cudne, że nie mogłam się powstrzymać. Wróble z ręki karmić się nie dały, ale gołębie… To zupełnie inna historia. Kiedy jeden z nich podszedł aż do krawędzi ławki, na której siedziałam i złapał frytkę, którą trzymałam w palcach znowu poczułam się jak dziecko. Poprosiłam o zdjęcie jak karmię ptaszki.

obrona magistra1Po posiłku się pożegnałyśmy z moim skarbem, który wsiadł na rower i ruszył w drogę do domu. My spokojnie metrem do centrum ciągle nie mogąc uwierzyć, że mamy tytuł magistra w kieszeni, że się udało. Kiedy się rozstawałyśmy żegnając naszymi nowymi tytułami Duża Mi nadal nie mogła uwierzyć. Nie docierało to do niej. A do mnie? Miałam zaciesz… Piszczałam do telefonu za każdym razem kiedy dzwoniłam do ciotek powiedzieć im, że się udało. Zachowywałam się dziwnie, dziecinnie, czułam na sobie wzrok innych ludzi, ale mnie to nie obchodziło. To była moja chwila radości. Sukces, na który zapracowałam. Zanim dotarłam do domu odebrałam kilka telefonów i masę smsów z gratulacjami. Kiedy wreszcie trochę się to uspokoiło zadzwoniłam by trochę pogadać z Crey, czułam, że sprawię jej tym przyjemność. Kiedy tak szłam do domu i z nią rozmawiałam natknęłam się na wiewiórkę, która na wysokości mojego wzroku wspinała się po drzewie. Na mój widok schowała się z drugiej strony. Myślałam, że jak obejdę drzewo to ją zobaczę z drugiej strony albo mignie mi tylko rudy ogonek między gałęziami. Po chwili jednak znowu się pojawiła. I za nią druga, tym razem ta, którą widziałam wcześniej. Zaczęły się ganiać po drzewie, co wydało mi się takie zabawne… Radość tryskała ze mnie!

W domu przywitała mnie duma i radość domowników. Czułam się dobrze, choć padałam z nóg. Telefon znowu się rozdzwonił i nie mogłam się od niego uwolnić. Kiedy jednak udało się odpowiedzieć na większość zadzwoniła do mnie Eli. Pogratulowała i powiedziała, że udało jej się już załatwić nam miejsce na wakacje. Dokładnie jeszcze nie wiem gdzie, ale jak coś to dam znać. Nie mniej mocno się napaliła na swój pomysł. Cieszę się bardzo, spędzimy razem trochę czasu. Od dość dawna mijamy się tylko, a jedyny kontakt jaki mamy to telefon, choć mieszkamy nie tak znowu daleko od siebie. Wyjazd na pewno będzie udany!

Koniec dnia nie był najprzyjemniejszy jednak. Cała radość uleciała ze mnie w przeciągu dwóch minut. Chyba podświadomie czułam, że nie chcę z nim rozmawiać o moich planach wakacyjnych. Jednak teoretycznie powinnam to zrobić by nie mieć potem problemu z fochem. I chyba źle zrobiłam, że mu powiedziałam. O tym czego bym chciała, bo zaczęła się dyskusja, na którą wcale nie miałam ochoty. Okrutnie przekonałam się o tym, że nie ma znaczenia czego ja tak naprawdę chcę tylko to, co on uważa, że powinnam chcieć. Nie miałam ani siły ani ochoty na kłótnie, dyskusje, hipotezy, plany. Chciałam tylko by dał mi święty spokój i pozwolił mi żyć po swojemu. Na razie jednak mi nie pozwoli. Za wiele od niego zależy i oboje to wiemy. Chcę to tak mocno i szybko zmienić… Szkoda, że zepsuł tak dobry i ważny dla mnie dzień.

Nie oczekuj a się nie rozczarujesz. Bez rozczarowania nie będzie bólu i smutku.

Nie mniej to był dla mnie ważny i wyjątkowy dzień. Dziękuję jeszcze raz wszystkim tym, którzy byli przy mnie tego dnia. Fizycznie lub duchowo. To było dla mnie bardzo ważne i na pewno będę o tym pamiętać, już zawsze. Po prostu dziękuję!

IMG_20140710_185858‚Z każdym dniem moja rzeczywistość traci na znaczeniu. Jest głośna i nieuporządkowana; nieprzewidywalna i mozolna. Co może ta rzeczywistość? Czyni człowieka głodnym, spragnionym, niezadowolonym. Zadaje ból, zsyła choroby, poddaje się śmiesznym prawom. Ale przede wszystkim zawsze ma swój koniec. Nieubłaganie prowadzi do śmierci. To, co naprawdę się liczy i ma moc, to inne rzeczy: idee, namiętności, nawet szaleństwo. Wszystko z wyjątkiem rozumu. (…)’  – Erebos

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s