Bez kategorii

…Na chorobowym…

Miałam napisać zaraz po powrocie z urlopu. Miałam. Zdążyłam wrzucić tylko wspomnienie po Saruni zanim choroba odebrała mi siły i zapał do pisania. W poniedziałek przygnębił mnie smutek po stracie przyjaciółki. Poza tym był to mój pierwszy dzień w pracy od powrotu z urlopu. Myślałam, że jak już złapię rytm to będę mogła na spokojnie usiąść i napisać chociaż krótką relację ze wspólnych wakacji z KoChaSiem. Niestety nie było mi to dane, a na pewno nie w sierpniu.

W czwartek rano wstałam czując, że coś ze mną jest nie tak. Nie do końca wiedziałam na czym to coś polega, ale starałam się nad tym za mocno nie rozwodzić. Do pracy przyjechałam jak zawsze. Jednak po godzinie zaczęłam się czuć wprost fatalnie. Byłam blada, odczuwałam coraz silniejszy ból, którego nie mogłam niczym złagodzić. Postanowiłam wyjść z pracy. Zawinęłam swoje rzeczy, z trudem wsiadłam na rower i pognałam do domu. I dopiero w domowym zaciszu zaczęła się moja fizyczna pokuta. Ból był tak silny, że nie mogłam robić dosłownie niczego. Miotałam się na łóżku w bólach zastanawiając się jak długo jeszcze przyjdzie mi cierpieć. Mama patrzyła na moje męki z troską, ale nie potrafiła mi pomóc. Nabrałam kilkanaście leków przeciwbólowych zanim znalazłam się u lekarza. Dopiero po tej końskiej dawce zaczęło mi trochę odpuszczać. Sama lekarka też nie miała dla mnie dobrych wieści. Okazało się, że mam bardzo ostre zapalenie. Z miejsca dostałam zwolnienie na cały sierpień z zaznaczeniem, że prawdopodobnie będę musiała pójść jeszcze we wrześniu na zwolnienie. Dostałam antybiotyki i wróciłam do domu. Od tamtej pory ból już nie wracał z taką siłą, jak tego czwartkowego popołudnia.

Nie był to jednak koniec moich przygód. Otóż w tamtym czasie z nieba lał się żar nie do wytrzymania. Ja obolała spędziłam prawie dwa tygodnie w łóżku trawiona wysoką gorączką i upałem zza okna. KoChaŚ wiedząc, że jestem chora przyjeżdżał do mnie regularnie by chociaż spędzić ze mną trochę czasu. To właśnie on walczył z nawracającą gorączką. Robił mi okłady, podawał leki, nawadniał herbatami i sokami. Byłam mu wdzięczna, chociaż nie czułam się dobrze. Musiał przy mnie skakać, a ja nie nadawałam się do niczego. W tamtym czasie przede wszystkim spałam. Wtedy nie czułam, że mi gorąco i że coś mnie boli. Kiedy nareszcie mogłam wyjść z łóżka byłam jak struta. Nie mogłam znaleźć sobie miejsca, na nic nie miałam ochoty. Jedyne co robiłam to oglądałam filmy, czy to w tv czy Internecie. Nie skupiałam się nawet na treściach, jedynie na tym by coś do mnie gadało. W końcu zaczęłam wychodzić nawet na ogród, jednak musiałam unikać słońca. W połączeniu z lekami, które brałam było to dla mnie szczególnie nie wskazane. Z jaką radością przyjęłam możliwość wyjścia chociaż do sklepu! Zaczynałam wracać do formy.

Przypadek sprawił, że wizyta u lekarza wyprowadziła mnie z błędu. Dostałam bowiem z pracy moje zwolnienie lekarskie z prośbą o zmianę numeru NIP firmy. Wsiadłam na rower, bo liczyłam, że tego dnia załatwię też kilka innych rzeczy. Na ten dzień planowałam bowiem pierwszy od dawna wyjazd poza granice Pruszkowa i spotkanie z Dużą Mi. I chociaż czułam się lepiej to moje ciało nie doszło do siebie. Lekarka powiedziała, że zapalenie zeszło z jednej strony, ale przeszło na drugą. Dostałam nowe leki. Zaproponowała mi, że napisze kolejne zwolnienie lekarskie na tydzień lub dwa. Nie wzięłam. Miałam dość siedzenia bezczynnie w domu. Nie wiedziałam nawet ile pieniędzy dostanę za sierpień. W pełni wypracowałam wtedy tylko trzy dni, byłam tydzień na urlopie i prawie pełne trzy tygodnie na zwolnieniu lekarskim. Poza tym im dłużej bym była chora tym trudniej byłoby zdobyć mi nową umowę o pracę. A zależało mi na tym, by mieć pewność, że będę miała gdzie wracać i zarabiać. Zwolnienie mogłam wziąć przecież nawet po trzech dniach nowej pracy. Nie widziałam w tym większego problemu, szczególnie, że moja pani doktor przyjmuje tutaj na miejscu.

Do pracy wróciłam zaraz po zwolnieniu, we wtorek. Początkowo trudno było mi się odnaleźć, ale z godziny na godzinę szło mi lepiej. Byłam zadowolona, bo w końcu mogłam wyrwać się z domu. Spędzałam czas z innymi ludźmi, fizycznie zaczęłam wracać do poprzedniej formy. Uwierzycie, że po trzech tygodniach jeden dzień na rowerze owocował w zakwasy? Chciałam jak najszybciej wrócić do poprzedniej kondycji, chociaż i tak nie jest przecież najlepsza. Zrobiłam się żywsza, bardziej kontaktowa. Znowu mi się chce. Trochę to trwało, ale KoChaŚ już nie musi mnie niańczyć jak małego dziecka. Teraz możemy znowu robić to co lubimy.

Pierwszy tydzień pracy szybko mi zleciał. Razem z Robertem pracowaliśmy i dyskutowaliśmy na każdy możliwy temat. Problemów większych nie zarejestrowałam w tamtym czasie. Rozliczyłam się z poprzednim pracodawcą, załatwiłam papierologię z nowym. Odbębniłam piąte szkolenie BHP w mojej historii. Swoją drogą szkoleniowiec jak mnie zobaczył to mało co się nie załamał… W końcu ile można się spotykać na takim samym szkoleniu na przestrzeni roku? A jednak można… A nóż widelec ja mam w ramach pracy wykupiony pakiet na te szkolenia? W każdym razie utrwalę sobie wiadomości.

Jeśli chodzi o moje zdrowie to mój organizm nie zamierza się poddać. I nie wiem czy nie wypoczął na wakacjach czy robi mi na złość, ale czeka mnie ponowna wizyta u lekarza. Miałam się teraz pojawić na badaniach dodatkowych, luźno związanych z tym na co chorowałam. A jednak mam wrażenie, że to jeszcze nie koniec tej historii… Czuję się już zdecydowanie lepiej, można nawet powiedzieć, że prawie normalnie. Prawie. To robi różnicę. Nadal odczuwam ból, a do tego kocie dni na razie mi się nie pojawiły. Czekam na nie cierpliwie, bo wiem, że moje ciało musi dojść do siebie po tej ilości leków, które przyjmowałam. Z dnia na dzień tracę jednak cierpliwość. Ból ćmi gdzieś na pograniczu mojej świadomości spychany na dalszy plan, ale jednak jest. Postanowiłam pogadać z mamą na temat tej wizyty. Przed wypłatą nie bardzo mam fundusze na prywatną wizytę, a ostatnio chodzę tylko na takie. Moja rodzicielka zaskoczyła mnie po raz kolejny. Kazała mi w pierwszej kolejności wpaść do apteki po test. Załamałam ręce. I chociaż sama się nad tym zastanawiałam na początku to swoją zawiłą drogą myślenia doszłam do wniosku, że to jednak wynik przyjmowania leków. Dla uspokojenia mamy i po części siebie zdecydowałam się na zakup testu. Niezależnie jednak od wyniku w planach mam odwiedzić panią doktor jeszcze w tym tygodniu. Chcę być pewna, że wszystko jest w porządku i całe zapalenie zniknęło. I oby nie wróciło…

słiwtifot. KoChaŚ

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s