Uncategorized

…Kolejne smutne pożegnanie…

W niedzielę po powrocie od KoChaSia lekko zainteresowałam się swoimi futrzakami. Mama kiedy tylko wróciłam do domu wspomniała, że Manieg coś dziwnie się zachowuje i praktycznie go nie widziała od piątku. Trochę mnie to zaniepokoiło, ale nie jakoś szczególnie. Manieg jest bardzo płochliwy i uwielbia się chować jeśli tylko ma ku temu okazję. A fakt, że ich klatka znajduje się w moim pokoju do którego zwykle rodzina nie zagląda zbyt często, układał się w odpowiedź na pytanie spowodowane brakiem kontaktu z gryzoniem. Nie byłabym jednak sobą gdybym po jej słowach nie zechciała sprawdzić stanu faktycznego. Wsadziłam rękę do domku i rozpoczęłam szukanie puchatej kuleczki. Moje palce szybko natrafiły na miękkie futerko, jednak to zwykle wypłoszone stworzenie tylko lekko mruknęło i nie zmieniło pozycji. To był pierwszy raz jak poczułam, że faktycznie coś jest nie tak. Głębiej wsadziłam ręce do klatki i wyciągnęłam świnkę z klatki. Moim oczom ukazał się opłakany stan przyjaciela. Manieg dosłownie przelewał mi się przez ręce. Cały pyszczek miał w wysmarowany w łzach wymieszanych z ropą. Nosek wyglądał jakby wyłysiał, a sam chłopak nie mógł stanąć na własnych łapach. Upadał centralnie na pyszczek, aż bałam się, że w końcu tak się położy, że zatka sobie nosek i nie będzie miał czym oddychać. Kiedy posadziłam go sobie na łóżku zaczął się dziwnie trząść by ostatecznie przewalić się na lewy bok i utkwić w tej pozycji.

Manieg to nie moja pierwsza świnka, w ogóle nie pierwszy zwierzak, którego miałam szczęście wychowywać w swoim życiu. I niestety, a może stety jego stan był dla mnie wyraźnym znakiem tego, co miało nastąpić w przeciągu kilku kolejnych godzin. Zostało mi tylko powiadomienie rodziny o jego stanie i… pożegnanie się z przyjacielem. Przez dłuższy czas siedziałam obok niego i głaskałam go po grzbiecie i pyszczku. On ufnie układał mi się na ręku i pozwalał mi na wszystkie pieszczoty.

Tego dnia nie wrócił już do Georga. Bałam się. I to nie samego końca tego małego futrzanego życia, ale przyczyny takiego stanu rzeczy. W końcu kilka dni temu był w dobrej formie. Jeszcze chodziłam z nim po mieszkaniu i dokarmiałam cykorią czy sałatą w kuchni. Nic nie wskazywało na to, że już niedługo przyjdzie się nam pożegnać. Jego stan zaskoczył mnie tak mocno, że nie potrafiłam się w tym wszystkim odnaleźć. Chyba trochę mi łatwiej kiedy to wszystko dzieje się stopniowo i mogę chociaż próbować walczyć. Tutaj od samego początku byłam na przegranej pozycji. Moja nieobecność odjęła mi dwa dni w czasie których mogłam zgłosić się z nim do jakiegoś lekarza. W piątek jednak wszystko wyglądało normalnie, nie zauważyłam żadnych sygnałów świadczących o końcu.

I tu uderzyła mnie po raz kolejny rzeczywistość i proza życia. W poniedziałek między 6 a 7 rano Manieg zaczerpnął ostatni oddech i zasnął już na zawsze. Przeniósł się na lepszą stronę świata. Jest już tam, gdzie nie odczuwa bólu i smutku. A przynajmniej ja w to wierzę.

manieg

Wydawać by się mogło, że kolejne zwierzaki powinny pomóc mi w oswojeniu się ze śmiercią chociaż na takim podstawowym poziomie. Nic bardziej mylnego. Za każdym razem rozstanie z przyjacielem boli równie mocno. Im mocniej się kogoś kocha, nawet jeśli tego czasu było niewiele, tym mocniej przeżywa się jego odejście. Manieg był z nami niecałe 3 lata. Jego wejście do naszego życia i domu okupione było przeze mnie pewnymi rodzinnymi zgrzytami, o których na pewno kiedyś tu pisałam. I tak samo wyglądało jego odejście – było pełne emocji. Niestety szczególnie tych smutnych.

Odchodząc zostawił w moim sercu kolejną dziurę, której nikt nie będzie w stanie wypełnić. W samotności po jego odejściu został jeszcze George, który przez ostatnie trzy lata dzień w dzień spędzał z nim każdą minutę swojego życia. Najbardziej bałam się jego reakcji na to, że nagle, po tak długim czasie, został kompletnie sam. Na razie faktycznie widać po nim, że jest smutniejszy. Szuka większego kontaktu z nami, chętniej zgłasza się po pieszczoty.

Czy znajdziemy dla niego nowego „brata”? Szukamy. Jestem zdecydowana na to by chociaż spróbować zapełnić pustkę po przyjacielu. Na początku nie będzie to łatwe. Potrzebuję czasu by oswoić się z odejściem i wewnętrznie przeżyć swoją żałobę. Dopiero wtedy mogę kolejny kawałek serca podarować nowej istocie.

Szkoda, że ten rok – tak pełen dobrych nadziei – rozwija się póki co w te smutniejsze obszary życia. Wiem, to buduje charakter, kształtuje człowieka. Jednak boli. Dodaje siły na przyszłość, ale osłabia w teraźniejszości.

I choć napisałam tak dużo o tym, co się wydarzyło. Wylałam tyle emocji w tych kilku znakach, to nadal jest za mało. To wszystko znaczy tak nie wiele w obliczu tego, co naprawdę dzieje się w moim sercu. I żadne słowa, wiersze, piosenki nie oddadzą tego, co chciałabym przekazać.

Szczęśliwej podróży przyjacielu. Odpoczywaj w spokoju.

10358702_998224816884793_8848236360106686428_n

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s