Uncategorized

…Przeszłość zapukała do drzwi…

Jestem.
Ponownie.
Nie wiem jak długo potrwa ten stan, ale będę się nim cieszyć póki trwa.

Ostatnio często wracam do przeszłości. Miało to duży związek z faktem iż musiałam opuścić swoje stare pielesze blogowe i przenieść wszystko na nową stronę. Chciałam ocalić tą część siebie, którą przelewałam przez tyle lat na internetowy papier. Wszystkie te słowa, emocje, zdjęcia. Każdy kawałek tworzył mnie i nie chciałam tego tracić tylko dlatego, że ktoś zmienił zdanie co do użyteczności stron tego typu. I zaczęłam przeprowadzkę.

W trakcie przenoszenia wszystkich plików okazało się, że wiele ilustracji czy zdjęć nie zostało pobranych z oryginalnej strony. Spędziłam dwa wieczory na pobieraniu i wklejaniu wszystkiego na właściwe miejsce. Na szczęście posty zostały w nienaruszonej formie, nie straciłam nawet słowa. Kiedy tak uzupełniałam poszczególne posty, wpadłam na pomysł by zrobić tutaj odsłonę poświęconą tylko moim zwierzakom. Tak, bym miała do nich dostęp zawsze kiedy będę tego potrzebować, bez długich poszukiwań za każdym razem. I tak zaczęła się moja podróż do przeszłości.

Wygrzebałam z odmętów swojego pokoju stare pamiętniki, które pisałam na przestrzeni lat 2000-2006. I wierzcie mi, mój język był tak ubogi, a zdania tak nie logiczne, że dostawałam ataków śmiechu. W końcu wpisy powstawały w czasie gdy miałam tylko 11 lat. I kto by pomyślał, że tyle radości może mi dać dokopanie się do takich treści. Z jednej strony mój poziom sięgał niemal dna, i aż wstyd czytać te wypociny. Do tego moje małe miłostki i pewność, że moje uczucia się nie zmienią. Wtedy wydawało mi się, że moje emocje są stałe, a ja się tak mocno nie zmienię. Teraz z perspektywy czasu widzę jaka byłam młodziutka i naiwna. Tak wielu rzeczy nie wiedziałam i nie widziałam. I nie ważne czy to dlatego, że tak chciałam, czy też nie rozumiałam. Byłam dzieckiem i miałam do tego prawo. A jednak…

A jednak w tym wszystkim jest pewien sentyment. Wracam do tych wpisów z przyjemnością, odkrywam siebie na nowo. I wydaje mi się, że na nowo też uczę się samej siebie. Po raz kolejny mam szansę zaprzyjaźnić się z młodziutką sobą, towarzysząc jej w podróży w dorosłość. Patrzę przy tym na to jak myślałam kiedyś i zastanawiam się, co kierowało tym moim nastoletnim umysłem, że pisałam tak a nie inaczej. Wracają do mnie uczucia i emocje, które targały mną przy każdym wpisie. Obserwuję jak mocno zmieniał mi się charakter pisma. Wierzcie mi, to się widzi gołym okiem i to w pierwszej kolejności. Czytając widzę jak zmieniało się moje postrzeganie pewnych sytuacji czy emocji. Widzę jak do tego podchodziłam i dociera do mnie, że teraz nie wiem jakbym się zachowała. Nawet mając już swoje doświadczenia z tamtego czasu. Słownictwo, którym się posługiwałam też się znacznie rozwinęło. Potrafię budować już lepsze zdania i zwracam większą uwagę, by określone słowa nie powtarzały się w sąsiadujących ze sobą zdaniach. To chyba przede wszystkim zasługa mojej polonistki. Nawet błędów ortograficznych nie robię aż tak wielu, choć niestety nadal się pojawiają. Tak jak i znikają u mnie niektóre literki. To chyba efekt ogólnej cyfryzacji i słowników, które automatycznie zmieniają zapisane treści i rozleniwiają mnie przy pisaniu czegokolwiek.

Nie mniej takie powroty do przeszłości pokazują mi jak bardzo daleko nam do ideału. To, co kiedyś uważałam za ważne, trudne i stanowiło problem, dziś jest dla mnie jedynie igraszką. Ok, wiele wartości nadal jest dla mnie ważnych, ale niektóre po prostu straciły ważność. Moje miłostki i to jak podchodziłam do swojej samotności i wiecznego wzdychania do kolegów ze szkoły. W wieku 15 lat zastanawiałam się jak to możliwe, że targa mną aż tyle emocji. Stawiałam siebie na równi z przyjaciółkami czy koleżankami ze szkoły i zastanawiałam się, czemu ja nie mogę być jak one? Czemu nie mam chłopaka? Chęć posiadania takowego była dla takiej młodziutkiej istotki ogromnie ważna. A potem to przestało być ważne. Nawet nie wiem dokładnie w którym momencie. I fakt, nadal wzdychałam do pewnych chłopaków, ale to już nie był problem. Po prostu brałam to za normę i nic z tym nie robiłam. Wiedziałam, że miłość do drugiej osoby musi przyjść sama. I na pewno w życiu trafię na kogoś wartego mojego czekania i kumulowania w sobie pokładów miłości. Zrozumiałam też wtedy, że młodość to zbyt krótki czas na poświęcanie się jedynie miłości. Miałam przyjaciół, zabiegałam o to by dbać o nasze kontakty, bo w przyszłości mieliśmy iść swoimi drogami. Przyszłość zapowiadała nam rozstanie i skupienie na innych częściach życia. Wtedy to wiedziałam, i się zmieniłam.

Bardzo żałuję, że akurat w tym okresie pisałam pamiętnik już tylko na blogu. Stałam się tu bowiem osobą bardziej publiczną. Zgadzałam się z tym, że to co napiszę może przeczytać każdy mający dostęp do internetu. Przede wszystkim koledzy z klasy, a oni bywali bardzo okrutni. I nie mówię, że wszyscy. Każdy z nas był młody, wielu z nas po prostu nie umiało się odnaleźć, nie wiedziało jak funkcjonować z innymi w tym samym świecie. Więc się raniliśmy. Blog, który prowadzę obecnie, czyli moja panterka, nigdy nie był moją pierwszą witryną. Zmieniałam strony, ksywki, wszystko. Bo w końcu ktoś z klasy dowiadywał się, że piszę, czytał a potem śmiał się w szkole. Pantera to była moja kolejna próba stworzenia miejsca dla siebie w internecie. I tu wiedziałam jaka powinnam być, co mogłam a czego nie powinnam umieszczać. Pojawiła się epoka samocenzury, z którą w końcu zerwałam. To jednak też zabrało mi czas. Dlatego też wiele z postów z okresu szkoły jest mocno ocenzurowanych jeśli chodzi o prawdziwe uczucia. Trochę tego żałuję. Może łatwiej byłoby mi zrozumieć pewne moje zachowania, gdybym miała dostęp do 100% siebie? Nie mniej, choć pisałam mało i niezbyt często to jednak prowadziłam pamiętnik (papierowy czy blogowy) właśnie od świąt 2000 roku. Zapisywałam samą siebie w słowach i zostawiałam tego ślad dla przyszłości. I teraz mogę śmiało sięgać ręką w przeszłość i dostrzegać świat z innej perspektywy. Mogę śmiać się z tego, co było wielkim problemem nastolatki, widząc jak trudne jest życie dorosłej osoby, która próbuje ułożyć sobie swoją samodzielność i niezależność.

Poza słowami od lat zbieram też inne pamiątki. Każda z nich jest nierozerwalną częścią mojego życia, mojej przeszłości. Szukając informacji o moich zwierzakach do dodatkowej odsłony na bloga, natrafiłam na wiele innych cennych pamiątek. Znalazłam swoje badania wstępne ze szpitala kiedy miałam problemy ze słuchem. W szpargałach odnalazły się również ulotki, bilety czy zaproszenia. Były też rysunki, które robiłam sama jak i z przyjaciółmi. Zachowałam wszystkie listy jakie w życiu otrzymałam. Największym sentymentem darzę te, które otrzymałam od Eve. Kiedyś byłyśmy sobie niezwykle bliskie, choć mieszkałyśmy tak daleko od siebie. A potem nadeszła epoka ogólnodostępnego internetu i komórek. Listy stały się przestarzałe i nasza więź zaczęła utykać. Teraz sama już nie wiem jaka jest ta nasza relacja. W moim pudełku wspomnień znalazłam również rozmowy na karteczkach, które prowadziliśmy w klasie w czasie lekcji. I to nie tylko w gimnazjum czy liceum, ale również na studiach. To właśnie te kawałki papieru, choć pozornie bez znaczenia, zajmujące tylko cenne miejsce w ograniczonej przestrzeni, są dla mnie takie cenne. Są moją codziennością, chwilowym nastrojem. To chwile tak ulotne jak motyle, do tego często wyrwane z kontekstu i urwane gdzieś w połowie. A jednak uwielbiam je czytać, choć często nie wiem nawet o co w nich chodzi. Podnoszą mnie na duchu, pokazują czym jest przyjaźń, rozbawiają do łez.

No i są jeszcze zdjęcia. Ta część zawsze mnie zastanawia. Zmieniamy się, z roku na rok jesteśmy coraz mądrzejsi, działamy inaczej, co innego jest dla nas ważne. A zewnętrznie? Wciąż jesteśmy sobą. Może w okresie szkoły lepiej widać jak dorastamy, jak się zmieniamy. Jednak w pewnej chwili zdjęcia robione nawet przez rok lub trzy nie różnią się od siebie tak bardzo. Ok, będziemy w innych ciuchach, z odmienną fryzurą, w innym otoczeniu czy z innymi ludźmi. Jednak na każdym zdjęciu widzimy swoją twarz. Ten sam uśmiech, te same oczy, te same rysy. I ok, zmieniamy się. Jednak zdjęcia tak dobrze tego nie oddają. Dopiero kiedy weźmie się duży przedział czasowy lub… połączy je z innymi reliktami przeszłości. Jak moje zapiski właśnie. Wtedy widać jak mocno się zmieniamy, jak szybko to postępuje, choć pozornie jesteśmy tacy sami.

Przeszłość nie jest bolesna. Fakt, często znajdziemy tu smutek czy łzy. A jednak gdyby nie to, czy nadal byśmy byli tacy sami jak teraz? Życie toczy się w określony sposób, niezmiennie od początków istnienia. Rodzimy się, dorastamy, rozwijamy, zakładamy rodzinę, kochamy, przyjaźnimy się, pracujemy, wychowujemy dzieci, chorujemy, umieramy. I tak od setek lat. Niezmiennie. Bez wyjątków. W każdej przeszłości znajdziemy wszystkie te elementy. To jednak nie powód by do niej nie wracać. Nasza przeszłość to dla kogoś innego przyszłość, każdy wybór ma później swoje odbicie w przyszłości. Z historii można czerpać garściami by osiągnąć swoje cele czy nauczyć się czegoś cennego dla nas samych. I wcale nie musi to być tylko historia, której uczą nas w szkołach. To właśnie nasza historia, nasza i naszej rodziny jest dla nas tak wspaniałym źródłem pomocy i rozwiązań na wiele problemów. A jeśli ich tam nie znajdziemy? Cóż… Wtedy widać, jest to miejsce na nasze zapisy. By zostawić w tej historii coś od siebie, dla kolejnego pokolenia.

asienia z kurkamiTo właśnie ja. Dawno, dawno temu 🙂
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s