Uncategorized

…Nowe futrzaste towarzystwo…

Kiedy Manieg odszedł w moim sercu pojawiła się dziura. Ta sama, która otwiera się po stracie każdego futrzaka, którego pokochałam i który dzielił ze mną fragment swojego życia. Jestem jednak już duża dziewczynką i coraz lepiej radzę sobie z tym stratami. Nie mniej ciągle mocno je przeżywam. I nie tylko ja.

Tym razem jednak pojawił się strach o to, jak z tą sytuacją poradzi sobie George. Byli pierwszymi moimi świnkami, które spędzały ze sobą całe dnie w jednej klatce. Przywiązali się do siebie, zbudowali więź na której funkcjonował ich świat. Bałam się jak to będzie działać po stracie Mania. Czujnie obserwowałam Georga jednocześnie szukając mu jak najszybciej nowego towarzysza. Nie chciałam by znowu siedział sam, skoro już zasmakował życia w stadzie, nawet jeśli miało ono dwóch członków. Jednak mój prosiaczek mocno mnie zaskoczył. Początkowo faktycznie chodził przygaszony, częściej się chował w domku i unikał trochę kontaktu z nami. Kilka dni wystarczyło mu aby wrócić do względnej równowagi. Znowu był sobą, choć takim trochę wyciszonym. Obserwowałam go tym czujniej bojąc się, że odejdzie za swoim przyjacielem. Na szczęście nic takiego się nie stało.  A ja nadal szukałam dla niego towarzystwa…

Szukałam po stronach z ogłoszeniami, po stronach gabinetów weterynaryjnych. Jedyny problem stanowiła płeć, która w przypadku wspólnego mieszkania miała spore znaczenie. Koniecznie musiał być chłopak, no wiecie, żeby nie było kolejnego pokolenia świnek. Szło mi raczej słabo. Uparłam się, że nie chcę kupować zwierzaczka w sklepie, ale tak jak to miało miejsce do tej pory – przygarnąć porzuconego. No i tu nie dogadałam się za bardzo z resztą familii, a raczej z ojcem. Mój pomysł na przygarnięcie świniaka nawet w wieku Georga wydał mu się głupi. Nie chciał bym się przywiązywała do futrzaka, który może długo nie pożyć. Dla mnie to nie miało znaczenia, chciałam po prostu kudłatego przyjaciela, który dotrzyma towarzystwa mojej świniuni. Choć i ja nie byłam przekonana co do umaszczenia tej kawii, którą znalazłam. Z powodu braku poparcia ze strony rodziny, zrezygnowałam z szukania.

Mama się jednak nie poddała. Stwierdziła, że minęło już wystarczająco dużo czasu od śmierci Mania. A im dłużej zwlekałam z wprowadzeniem do naszego domu nowego gryzonia tym mniejsza szansa na to, że ojciec jakoś by to zaakceptował. Niestety w tej kwestii ma spore problemy. Nie zajmuje się nimi, sporadycznie prosimy go tylko o podwózkę do gabinetu weterynaryjnego i tyle. Wszystko inne załatwiamy zawsze z mamą i Tankiem. Tak było, jest i pewnie będzie przez kolejne lata. On jednak zawsze chce mieć swoje zdanie w kwestii nowego domownika, a zwykle jest ono bardzo odmowne. Wiedząc o tym wzięłam się w garść. Odrzuciłam swoje pierwotne założenia i poszłam szukać sklepu zoologicznego, w którym mogłabym znaleźć nowego przyjaciela.

W moim mieście znalazłam jeden taki sklep, gdzie mogłam zaopatrzyć się w świnkę morską. Kiedy byłam tam na rekonesansie z Mart’em zaraz po pracy mieli akurat na stanie dwie świnki. Obie młodziutkie, śliczne, ale… samiczki. Byłam jeszcze przed wypłatą, więc wstrzymałam się z zakupem. Do wyboru miałam dwa maluch – jeden 2, a drugi 4 miesięczny. Siedziały na jednym wybiegu i zrobiły na mnie raczej dobre wrażenie. Jedyne co mnie bolało to ich płeć, która była idealnie przeciwna do tej, której szukałam. Mojej mamie nie pasował opis futerka, który jej podałam, obie miały bardzo dużo białego włosa. Postanowiłam więc sprawę załatwić inaczej. Umówiłam się z Tankiem, że kilka dni później wybierze się ze mną do tego sklepu by mógł sam je zobaczyć i ocenić czy bierzemy. Chciałam poparcie chociaż z jego strony, z jego zdaniem bardziej w tym domu się liczą. Młody zgodził się bez oporów, choć powiedział, że nie bardzo ma ochotę na kolejnego futrzaka. Ponoć mu to strasznie obrzydziłam… A wcale nie miałam tego w zamyśle.

Do sklepu wybraliśmy się zaraz po tym jak skończył pracę. I z tym też było zamieszanie. Akurat na ten dzień ojciec wymyślił sobie jakiś projekt, w którym potrzebował pomocy mojego brata. Oczywiście nie mówiąc o tym nikomu, a szczególnie młodemu. Ja czekałam z niecierpliwością aż wróci, bo mieliśmy zaledwie pół godziny zanim zamkną nam sklep, a chciałam to załatwić tego dnia. Kiedy ojciec zobaczył, że zaczynam się ubierać i to przed obiadem, był zdziwiony. Naturalnie na jego pytanie gdzie się wybieram odpowiedziałam zgodnie z prawdą – że idę rozejrzeć się z młodym za nową świnką. Nie był zachwycony tym planem. Oj nie był… I nie wiem czy to z powodu tego swojego planu, który miał wobec mojego brata czy dlatego, że decyduję się na zwierzaka nie pytając go o zdanie. W każdym razie poprosiłam go by wstrzymał się trochę, a na pewno wrócimy. Zachwycony nie był, ale nic więcej mi na to nie powiedział. Młody dał znać i ruszyliśmy razem do sklepu. Na miejscu okazało się, że ze świnek została już tylko jedna, na moje oko ta starsza. Zapamiętałam ją zupełnie inaczej, ale miło się zaskoczyłam. Była bardzo oryginalnie umaszczona, chociaż gładkowłosa. Idąc do tego sklepu z młodym byłam gotowa zabrać każdego futrzaka jakiego zobaczę, niezależnie od jego umaszczenia czy płci. Nie każdy jednak podzielał moje zdanie. Mama powiedziała młodemu by odwodził mnie od pomysłu zabrania do domu świnki, która będzie miała bardzo dużo białego koloru na włosach. Ok, akceptuję taki plan. W sklepie udało mi się ukradkiem zrobić kilka zdjęć świnki, które od razu wysłałam do mamy, by chociaż z domu mogła wyrazić swoje zdanie.

Luna 29 marca 2018 (6)

Ostatnie zdanie zostawili mnie, jednak cena trochę moją rodzicielką odstraszyła. Dla mnie to jednak żadna przeszkoda. Zdaję sobie sprawę, że nabywam żywe stworzenie, kompana i towarzysza a nie zabaweczkę. Ważna była dla mnie tylko akceptacja rodziny, która również będzie brała udział w wychowaniu zwierzaczka. I tak ostatnie zdanie miał Tank. Widząc moje wahanie, które pojawiło się po telefonicznej konsultacji z mamą podjął decyzję za mnie. I dobrze zrobił. Zapłaciłam, wypytałam o zwyczaje gryzonia i opuściłam sklep jako właściciel nowej kawii domowej. Tank całą drogę niósł ją dzielnie w pudełku, zakopaną w sianie.

W drodze do domu szukaliśmy dla niej idealnego imienia. Osobiście chciałam by pasowało do Georga, to jednak nie do końca odpowiadało mojemu bratu. Stwierdził, że dobrze będzie do niej pasować imię – Luna. Jej białe znaczenia śmiesznie układają się na jej grzbiecie w kształcie półksiężyca, więc wybór wydał się oczywisty.

Oczywiście tak jak przypuszczałam, ojciec na widok świnki zachwycony nie był. Nie mniej reszta domowników odniosła się do niej ze sporym entuzjazmem. Jej oryginalne umaszczenie od razu podbiło ich serca, a uroczy pyszczek tylko ugruntował jej pozycję. Zostało już tylko jej oswojenie w nowym domu i zapoznanie jej z Georgem. A tego wszyscy baliśmy się najmocniej. W pierwszej chwili mój futrzak olał nową lokatorkę. Obwąchał, stwierdził, że to nic jadalnego i poszedł dalej. Zajął się jedzeniem. I nawet bliskie usytuowanie ich obok siebie nie zmieniło jego nastawienia. Lunę natomiast zatkało. Przez pierwsze godziny jak ją postawiliśmy obok Georga to stała jak skamieniała. Zostawała sama, była z nim, rodzina się kręciła, a ona w jednym i tym samym miejscu.

Luna 29 marca 2018 (10)

W tym czasie zastąpiłam brata przy tym projekcie ojca. Okazało się, że chodziło o zamontowanie w naszym domu poręczy przy schodach. Szybko sobie z tym poradziliśmy, szczególnie, że teoria mi nie straszna i wiedziałam co mam robić. Swoim gadaniem próbowałam też przebić się przez pancerz, który na siebie założył z powodu gryzonia. I chyba całkiem nieźle mi poszło, bo Luna na spokojnie się zadomowiła.

Jesteśmy już po dobie, od kiedy George mieszka z Luną na jednej parceli. I początkowo było ciężko. W nocy obudziły mnie krzyki z klatki. Okazało się, że młoda miała swój crazy time, a George jako już starszy i doświadczony nie bardzo był tym zachwycony. Krzyczał na nią, zgrzytał zębami ze złości. W końcu z fochem położył się w innym miejscu klatki, tam gdzie będzie mógł być z dala od niej. Teraz jednak pogodził się z tym powiewem młodości w swoim życiu. Nie mniej nadal można go przyłapać jak strofuje Lunę za bieganie czy łażenie za nim krok w krok. W związku z tym jak się zachowuje mogę wnioskować, że nie jest typem świnki stadnej. Jego żywiołem zdaje się być samotność. Inne świnki toleruje, akceptuje, ale to wszystko. A Luna? Powoli oswaja się z nowym domem. Myślę, że to początek kolejnej wspaniałej przyjaźni.

IMG_20180329_185630_107

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s